“Czy można jeszcze kupić ręcznie robione Slowpresso?”

Takie pytanie zadają mi czasem osoby znające historię Slowpresso i wiedzące, że pierwsze egzemplarze robiłam sama na kole garncarskim, a potem się to zmieniło. Odpowiadam wtedy, że wszystkie zestawy Slowpresso są ręcznie robione. Także te jasnokremowe, dostępne teraz w sklepie. W tym artykule wyjaśniam: kto je robi, w jaki sposób i dlaczego tak, a nie inaczej.

Jak się robi naczynia z ceramiki

Jeśli podoba Ci się projekt Slowpresso i chcesz zrozumieć, jak powstaje, musisz choć trochę się dowiedzieć o tym, jak w ogóle są robione naczynia z ceramiki. Dlatego tłumaczę nie tylko moje metody, ale rzucam też światło na historię ceramiki i jej proces powstawania. Takie ceramiczne „od kuchni”.

1. Ceramika ręcznie lepiona: wałki, plastry, drążenie i wygniatanie

Od tego wszystko się zaczęło: przez tysiące lat ludzie robili naczynia z gliny używając do tego tylko swoich rąk. Nadal robią to artyści, małe pracownie i hobbyści. Ceramiczny kubek z wałeczków to etap, przez który przechodzi prawie każdy adept sztuki glinianej. Unikatowe talerze robione z plastrów (nie idealne, zazwyczaj nierówne i lekko powyginane) coraz częściej można spotkać w modnych restauracjach.

Tylko jedno Slowpresso powstało w ten sposób. Ten pierwszy prototyp zestawu zrobiłam w 2015-tym wygniatając go z trzech kulek gliny, każdą część z jednej. Zajęło mi to łącznie 10 minut. Od początku wiedziałam, że to nie będzie prawdziwy przedmiot, tylko pomoc w sprawdzeniu mojej koncepcji. Slowpresso nie może być robione z wałków czy plastrów bo parzenie kawy wymaga jednak większej precyzji.

Slowpresso toczone na kole (z lewej) vs prototyp Slowpresso lepiony ręcznie (z prawej)

2. Ceramika toczona na kole

Pierwsze koła garncarskie pozwalające na wykorzystanie siły odśrodkowej do szybkiego tworzenie naczyń z gliny, zostały wynalezione w III-cim tysiącleciu p.n.e. na Bliskim Wschodzie. Naczynia z koła są idealnie okrągłe. Choć mogą mieć równą gładką powierzchnię, to często widać na ich powierzchni ślady palców garncarza. Toczenie na kole pozwala na szybsze robienie naczyń, niż  sklejanie wałeczków czy plastrów. Jest tylko jeden szkopuł: nauka toczenia na kole trwa latami, wymaga determinacji i uporu.

W roku 2010-tym zrobiłam na kole garncarskim pierwsze ceramiczne sitka do kawy dla mojego taty. Nie było jeszcze było nazwy Slowpresso tylko kawa Stefana. Byłam wtedy dość początkująca i każde z sitek ma inny kształt i rozmiar. Kiedy pięć lat później powstała nazwa Slowpresso i pomysł na produkt, znowu zaczęłam toczyć, tym razem trzyczęściowe zestawy. Po kilku latach nauki umiałam już to robić, ale i tak testowałam różne kształty i wielkości, żeby sprawdzić, który będzie najlepszy. Ten proces opisałam tuŁącznie wytoczyłam niecałe 200 zestawów, z czego ponad 100 trafiło na rynek (pozostałe to odrzuty, błędy, prezenty i moja własna kolekcja czyli tzw. muzeum Slowpresso). I uznałam, że już wystarczy i więcej toczonych Slowpresso już nie powstanie.

Toczę na kole prototyp Slowpresso – konkretnie pokrywkę

Dlaczego już nie toczę Slowpresso:

  1. Już nie mogę! I nie chcę. Toczenie to ciężka, fizyczna praca. Jeśli robi się to kilka godzin dziennie, 5 dni w tygodniu, obciąża się stawy i kręgosłup. A toczenie cały czas tego samego kształtu nie jest spełnieniem moich marzeń o byciu projektantką i artystką.
  2. Toczenie na kole jest drogie (pamiętaj o tym kupując toczone kubeczki i miseczki od ceramików i powstrzymaj narzekanie, że płacisz więcej niż w sieciówkach). Nauczenie się toczenia trwa latami, a precyzyjne wykończenie naczyń to cenny czas i bolące plecy. Prototypy Slowpresso (czyli te 200 sztuk) były w miarę tanie tylko dlatego, że bardziej mi zależało na sprawdzeniu pomysłu, niż na zarobku. 
  3. W parzeniu kawy ważna jest precyzja. Po to robiliśmy prototypy o różnych wielkościach i kształtach, żeby znaleźć ten optymalny, o konkretnych wymiarach. Dzięki temu każdy nowy użytkownik Slowpresso ma takie samo sitko i taką samą instrukcję. Parzenie kawy jest łatwe, bo wiadomo ile wsypać ziaren i ile wody nalać. Gdyby sitka były ciągle toczone na kole, nawet drobne różnice w kształcie powodowałyby różnice w smaku kawy i powodowały nieporozumienia.

Zostało mi kilka toczonych prototypów, ale na tyle niewiele, że ich nie sprzedaję. Chyba, że w wyjątkowych okolicznościach, takich jak np. aukcja WOŚP. Będę za to robić kolejne projekty w tym samym podejściu: od prototypu do gotowego produktu. Teraz pracuję nad filiżanką do slowpresso (czyli do małej kawy – ok 120 ml) i będę jeszcze puszczała w świat jej prototypy.  Żeby się załapać na jeden, zapisz się na mój newsletter, bo oni pierwsi dostają powiadomienia o nowych prototypach.

2. Ceramika odlewana z form gipsowych

Twórcy ceramiki od dawna używali form, żeby ułatwiać sobie pracę. Starożytni Rzymianie toczyli swoje naczynia zwane terra sigilata w rzeźbionych glinianych formach. Północnoamerykańscy rzemieślnicy układali wałeczki w pełniącej funkcję formy misce. Nigdy jednak korzystanie z formy było w stanie zastąpić koła garncarskiego, gdy chodzi o szybkość i precyzję. Wynalazek, który to zmienił, powstał w Anglii w XVIII n.e. Polegał na odkryciu, że jeśli formę zrobi się z gipsu, będzie można szybko bardzo szybko tworzyć naczynia o cienkich ściankach, bez wspomagania się ręcznym toczeniem czy formowaniem ścian z wałeczków.

Jak działają formy gipsowe do odlewania ceramiki:

  • gips ma właściwości higroskopijne, czyli mocno wchłania wodę
  • do formy gipsowej (negatyw naczynia, które chcemy uzyskać) nalewamy gliny w formie płynnej
  • gips wyciąga wodę z gliny, na styku dwóch materiałów powstają ścianki naczynia
  • po kilku / kilkudziesięciu minutach wylewasz resztę płynnej gliny, w formie zostaje puste w środku naczynie
  • gdy ścianki stwardnieją, półprodukt trzeba wyjąć z formy i wykończyć

Zestaw Slowpresso w trakcie odlewania z formy

Wymyślona nieco ponad 200 lat temu metoda była na tyle przełomowa, że upowszechniła się bardzo szybko. Dziś przeważająca większość naczyń ceramicznych na świecie odlewana jest z form. Tak działają wielkie fabryki w Chinach (choć niektóre kształty – np. talerze – robione są w inny sposób), średniej wielkości zakłady w Polsce, małe manufaktury i pracownie na całym świecie. Także wielu artystów ceramików i projektantów, tworzących unikatowe prace, odlewa je z płynnej gliny. Jest duża szansa, że wszystkie kubki, które masz w domu zostały odlane z płynnej gliny w formach gipsowych.

Prace na pierwszą formą do odlewania Slowpresso zaczęłam już w 2016 tym roku, równolegle z toczeniem na kole. Wiedziałam, że nie mogę w nieskończoność korzystać tylko z koła garncarskiego, zaś zrobienie dobrej formy zajmie sporo czasu. Potem okazało się, że cały proces trwał jeszcze dłużej niż sądziłam – prawie rok. W tym czasie powstały cztery wersje formy i dopiero ta czwarta okazała się właściwa. Odlewane z niej zestawy mają odpowiednie proporcje, idealną linię, wygodny kształt i dopracowane detale.

Dlaczego piszę, że Slowpresso jest robione ręcznie, chociaż jest odlewane z formy? Odlewanie z form może odbywać się na taśmie w fabryce, może też być całkowicie ręczne i eksponować unikalność każdego egzemplarza. Od tego co dzieje się po wyjęciu naczynia z formy zależy ostateczny efekt: czy naczynie będzie elegancko wykończone, czy byle jakie, czy poszczególne egzemplarze będą identyczne, czy może będą miały ślady ludzkiej ręki. W dalszej części artykułu tłumaczę, jak to wygląda w przypadku naszego zestawu.

Jak dziś robimy Slowpresso

Kiedy piszę ten artykuł (maj 2018) zestawy wychodzą z pieców się w dwóch miejscach: w zakładzie Koplan w Wałbrzychu i w pracowni Karamuz w Warszawie.

Dobra współpraca projektanta z producentem

Wałbrzych to miasto z tradycjami ceramicznymi, a Koplan to niewielka, ale prężna firma, która produkuje ceramikę na zamówienie dla zleceniodawców z całego świata. Konrad Kozłowski kupił ją od odchodzącego na emeryturę ceramika, zmodernizował i stworzył profil. Oprócz wykształcenia technologa ceramiki ma talent do organizacji. Zespół Koplan liczy kilka osób, wiem jak pracują i za co odpowiadają różne osoby. To dla mnie bardzo ważne, że nasze naczynia robią ludzie, którzy sami lubią i piją kawę ze Slowpresso. Równie ważna jest świadomość, że są uczciwie traktowani i wynagradzani, mają urlopy i ich dobro nie jest mniej ważne, niż ciągłość produkcji.

Kilka osób wyraziło uprzejme zdziwienie, że publicznie mówimy o tym, kto zajmuje się produkcją Slowpresso. Powinniśmy milczeć, albo twierdzić, że robimy je sami. Żeby przypadkiem ktoś nam nie „ukradł” partnera i żeby klienci patrzyli na nas, jak na małą rzemieślniczą firmę. Słucham tych rad i wybałuszam oczy ze zdziwienia.

Po pierwsze jestem dumna z tego, że to co robimy, to więcej niż rzemiosło. Specjalizacje są dobre, w sztuce i w biznesie. Ja jestem świetna w projektowaniu, więc chętnie współpracuję z ludźmi, którzy są lepsi ode mnie w technologii. Po drugie, szczerze wierzę, że promowanie swoich partnerów biznesowych się opłaca. Chcę, żeby Koplan rósł, zdobywał nowych klientów, kupował nowe piece i rekrutował pracowników. Bo my też chcemy rosnąć i potrzebujemy kogoś, kto zrobi więcej zestawów Slowpresso. Po trzecie, od początku stawiamy na autentyczność, opowiadanie naszej historii bez ogródek i udawania kogoś, kim nie jesteśmy. A nasi klienci to doceniają.

Limitowane serie w warszawskiej pracowni

Jestem ceramiczką, otworzyłam taką,  nie inną firmę, żeby zajmować się ceramiką. Mimo zacięcia projektanckiego i biznesowego, mimo serca do kawy i potrzeby popularyzowania podejścia slow, przede wszystkim kocham glinę. Uwielbiam zanurzać ręce w płynnym błocie i podnosić pokrywę gorącego jeszcze pieca. Gdybym zajmowała się tylko promocją i sprzedażą robionych przez kogoś naczyń, umarłabym z tęsknoty za pracą własnych rąk.

To jest jeden z powodów, dla których w mojej pracowni powstają limitowane serie. Razem z moimi współpracownicami, Ulą i Almą, malujemy , stemplujemy i szkliwimy. Szukamy nowych kolorów i wzorów, które będą pasowały do Slowpresso. Ostrzymy sobie zęby na kolejne projekty, tworzymy prototypy, sprawdzamy różne gliny, szkliwa, temperatury.

Stałym już elementem kolekcji, co jakiś czas powracającym do sklepu), jest Slowpresso ręcznie malowane kobaltem. Niebieskie liście bambusa to dzieło Uli, tu przeczytasz historię ich powstania.

Alma jest asystentką pracowni od stycznia tego roku. Pomaga mi z gliną, wymyśla jak zorganizować pracownię, pilnuje, żeby puszki ze szkliwami były ładnie opisane i wszystkie szkliwa miały próbki. Zafascynowana techniką stempelków zaczęła eksperymentować na Slowpresso. Tak powstała krótka seria kolorowych, stemplowanych zestawów w kropki i serca. Nie wiemy, jeszcze czy będziemy kontynuować ten kierunek, jeśli Ci się podobają, sprawdź, czy coś jeszcze zostało.

Moje współpracownice mają swoje linie Slowpresso, mam i ja! Mój osobisty pomysł, projekt i wykonanie.  Nazwałam go Slowpresso Wabi Sabi, na cześć japońskiej estetyki, która docenia to co niedoskonałe i ulotne. Kremowe naczynia są maźnięte szarą farbą. Jeden ruch, jeden wzór, bez poprawiania i cyzelowania. To moja ulubiona estetyka, uważam, że bardzo pasuje do Slowpresso, bo afirmuje bycie sobą, luz i brak spiny. Slowpresso Wabi Sabi powstało ostatnio, będą kolejne, limitowane serie. Tu możesz je kupić albo zapisać się na listę czekających.

Dobry materiał, czyli z czego to robimy

Na początek krótki słowniczek, czyli co jest czym w ceramice:

Kamionka to wyrób z ceramiki nie przepuszczający wody i odporny na uszkodzenia mechaniczne. Zrobiony najczęściej z jasnej (kremowej, jasno-szarej) lub ciemnej (ciemno-czerwonej, brązowej) gliny. Swoje cechy kamionka uzyskuje dzięki wypalaniu w wysokiej temperaturze, co powoduje duży spiek gliny i jej częściowe zeszklenie. Przedmioty kamionkowe są często pokryte kolorowym lub bezbarwnym szkliwem (patrz niżej), jednak to nie szkliwo, a wysoka temperatura powoduje, że naczynie nie przepuszcza wody.

Porcelana to również odmiana ceramiki. Podobnie jak kamionka jest twarda i odporna. Swoją pozycję królowej wśród mas ceramicznych zawdzięcza pięknemu białemu kolorowi (są porcelany śnieżnobiałe i zbliżone kolorem do kości słoniowej) oraz przeświecaniu.  Porcelana jest tak mocno zeszklona, że zaczyna się zachowywać jak szkło, czyli przepuszcza część światła, które na nią pada. Przedmioty porcelanowe często mają bardzo cienkie ścianki, jest to jednak kwestia estetyki, nie wymóg technologiczny. 

Szkliwo to powłoka z masy szklanej pokrywająca przedmiot ceramiczny i ściśle z nim połączona. Szkliwa są nakładane na ceramikę zazwyczaj po pierwszym je wypaleniu na tzw. biskwit (półprodukt wyglądający jak biszkopt, kruchy i porowaty), a potem wypalane raz jeszcze. Szkliwo nadaje ceramice gładką powierzchnię, błyszczącą lub matową. Może być kolorowe, białe, przezroczyste lub półprzezroczyste. Szkliwo powoduje, że powierzchnia ceramiki staje się odporna na zabrudzenia i łatwa w utrzymaniu

Slowpresso jest robione w Wałbrzychu z kremowej masy kamionkowej pokrytej błyszczącym, bezbarwnym szkliwem. Jest odporne na zarysowania i obtłuczenia, kawa nie wsiąka w glinę. Na powierzchni szkliwa nigdy nie powinny się pojawiać spękania ani zaciemnienia (gdyby się tak zdarzyło, to znaczy, że dany zestaw ma wadę i należy go wymienić na inny). Można je myć w zmywarce i wstawiać do kuchenki mikrofalowej. Wszystkie zestawy mają ścianki o grubości ok 4 mm, żeby po rozgrzaniu wrzątkiem dobrze trzymały temperaturę i zabezpieczały kawę przed stygnięciem.

Slowpresso kamionkowe z Wałbrzycha. Jaki to kolor? Kremowy, biszkoptowy, kość słoniowa? Chcesz takie? Idź do sklepu.

Kremowa kamionka jest super, uwielbiam jej kolor i błysk bezbarwnego szkliwa. Marzy mi się jednak Slowpresso z porcelany. W kilku wersjach: gładkiej, malowanej, barwionej. W wolnych chwilach pracujemy nad ich powstaniem, eksperymentujemy, uczymy się na błędach i cieszymy z pierwszych sukcesów. Jak pewnie się domyślasz po przeczytaniu tego artykułu, ten proces może trochę potrwać. Jeśli też podoba Ci się porcelana, obserwuj nas na blogu i na Facebooku.